”Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu” Karolina Baca- Pogorzelska i Michał Potocki

Jestem dziewczyną ze Śląska i dookoła mnie było sporo osób, które pracują, bądź pracowały w kopalni. Sąsiad, syn sąsiada, ojciec chłopaka czy kuzyn przyjaciółki. Na Śląsku każdy zna kogoś kto z górnictwem był, jest, bądź będzie związany (choć on sam o tym jeszcze nie wie). Jednak dawka informacji jaką uzyskałam z reportażu to zupełnie inna twarz wydobycia węgla – okrutna, nieludzka, zorientowana tylko na zysk za wszelką cenę.

Bardzo zależało mi na przeczytaniu tej książki i przyznam, że dostałam więcej niż się spodziewałam. Ilość informacji, ale również precyzji z jaką zostały one przekazane to dowód na to jak rzetelnie autorzy podeszli do tematu. Wiedza jaką przekazują czytelnikowi jest nie do przecenienia Możemy przeczytać o tym jak powstało zagłębie donieckie, co było powodem, że kopano tam węgiel. Również o tym, że jest on najlepszy na świecie. Dużo porównań między Śląskiem, a Dombasem. Takie perełki jak historia wielkiej wojny ojczyźnianej, czasy sowieckie, a nawet opisany rekord Stachanowa. Skarbnica wiedzy ogromna, bez lania wody, zbędnych słów czy przecinków – sama esencja tematu. Oczywiście jeśli ktoś ma jakiekolwiek pojęcie o Dombasie, a pewne jest to zdecydowana większość, to zapewne, mniej więcej, wie czego się spodziewać. Dehumanizacja – traktowanie człowieka jak śmiecia, narzędzia do zarobkowania. Przetrzymywanie pracownika w potwornych warunkach. Odczłowieczanie,  skupianie się jedynie na zysku, machlojki. Każdy ma swoją korzyść z tego czarnego biznesu, bo tak trzeba go nazwać. Policja, politycy i grupy przestępcze – choć po przeczytaniu reportażu z powodzeniem postawiłabym między wyżej wymienionymi znak równości.

Autorzy pozwalają spojrzeć czytelnikowi na temat węgla z wielu perspektyw – polityczny, gospodarczy, przestępczy – spojrzenie jest otrzeźwiające, a w tym wszystkim mamy jeszcze udział Polski… tym zakończę 

„Bezmatek” Mira Marcinów

„Bezmatek” Miry Marcinów to bardzo osobista i jednocześnie trudna książka. To nie jest jedna  z tych książek, które można określić jako zła czy dobra, ponieważ moim zdaniem tak głębokie wyznania i dzielenie się z czytelnikiem swoimi emocjami, a tak właściwie całą sobą, nie podlega żadnej ocenie. 

„Bezmatek”  może sponiewierać czytelnika, ale też doprowadzić do swego rodzaju oczyszczenia, czy po prostu rozprawienia się z trudnymi emocjami i demonami przeszłości. Każdy kto czyta „Bezmatek” może znaleźć w nim garstkę siebie. To podróż przez życie i żałobę autorki, a tym samym przez nasze wspomnienia i przeszłość bądź przyszłość, bo to o czym pisze Mira Marcinów dotknie prędzej czy później każdego z nas.

Niekoniecznie zabierze nas samych, ale odbierze nam kogoś, kogo kochamy, nie lubimy, szanujemy albo i nie – kogoś kto wzbudza w nas  ogromne emocje. Może odebrać nam to co kochamy w ciągu sekundy, czego niedawno sama doświadczyłam. Może dlatego tak bardzo osobiście odbieram tę książkę. 

Jednak chce Wam napisać abyście się zastanowili zanim sięgniecie po te książkę, choć uważam, że każdy z nas, choć raz powinien doświadczyć takiej literatury, to nie każdy jest na nią zawsze gotowy. Może sponiewierać, rozłożyć na łopatki i jeśli jesteśmy w trudnym okresie swojego życia, to może nas rozsypać.

Jest też druga strona medalu. Zawsze zastanawiam się co kieruje autorami, którzy tak mocno obnażają siebie i swoje emocje. Tak jak napisałam wcześniej, nie mnie oceniać tak silną potrzebę autorki do rozliczenia się z przeszłością, tym bardziej, że Mira Marcinów z wykształcenia jest psychologiem, więc zdaje sobie sprawę po co i dlaczego dzieli się tak osobistymi doświadczeniami. Nie mogę napisać więcej i nie chcę napisać więcej, bo nie moim zadaniem jest analizować motywy jakimi kierowała się autorka, a już na pewno nie mam zamiaru analizować dlaczego napisała te książkę i dlaczego chciała, aby  jej życie ujrzało światło dzienne.

Silne i niesamowite doświadczenie.

„Gorączka” Mary Beth Keane

Książka opiera się na prawdziwej historii, która przedstawiona jest w formie powieści dokumentalnej, a czyta się ją doskonale.

Mary Mallon, Irlandka, która jako młoda dziewczynka przybyła do Stanów Zjednoczonych gdzie zaopiekowała się nią jej ciotka, musiała bardzo szybko przystosować się do nowych okoliczności i zacząć na siebie zarabiać. Imała się różnych zajęć, ale najlepiej czuła się jako kucharka z resztą nie bez powodu, ponieważ gotowała wyśmienicie. Była zatrudniana w prywatnych domach ludzi z klasy wyższej. Zarabiała dobrze i cieszyła się swoją pracą. W tym samym czasie pojawiły się przypadki zachorowań na Tyfus. Ludzie – młodzi starsi, biedniejsi, bogatsi umierali w męczarniach. Któregoś dnia do Mary Mallon przychodzi … który twierdzi, że ma dowody na to iż część zachorowań nie była przypadkowa, a ona jest podejrzaną.

Autorka przedstawia czytelnikowi kobietę na tle jej codzienności. Mary jest kobietą, partnerką, przyjaciółką, walczy o każdy dzień (nie tylko) swojego życia. Książka nie daje nam jednoznacznej odpowiedzi. Sami możemy ewentualnie zastanowić się kim była bohaterka i co powodowało, że postępowała tak a nie inaczej. Brak wyobraźni czy egoizm i wyrachowanie, bo na pewno nie brak wiedzy związany z konsekwencjami tego co było następstwem jej czynów. Właściwie przez jedną czwartą książki miałam jedno zdanie, które sobie wypracowałam na temat Mary Mallon i tak ją postrzegałam, jednak pod koniec dopadły mnie pewne wątpliwości.

Słyszałam już trochę o Tyfusowej Mary, ale jakoś specjalnie nie wgłębiałam się w temat. To co mnie skłoniło w pierwszej kolejności do przeczytania książki to fakt że powstanie na jej podstawie serial z jedną z moich ulubionych aktorek Elizabeth Moss.

Jestem ciekawa czy to jak wyobrażałam sobie bohaterkę czytając książkę będzie spójne z tym jak przedstawi ją Elizabeth.

Książkę czyta się bardzo dobrze. Przyznam że nie mogłam się od niej oderwać i łyknęłam w dwa dni.

Bardzo polecam!

„Nie róbcie mu krzywdy” Filip Skrońc

„Ojciec kazał go wyrzucić, ale udało się jej go zatrzymać przez kilka lat. Chłopiec był niezwykle inteligentny jak na swój wiek. Źrenica jego oka miała różowy kolor, a sam wzrok był niestabilny. Włosy, a raczej wełna były żółte […]. Matka powiedziała, że zmęczyła się życiem z dala od ojca [dziecka], który zakazywał jej powrotu, jeśli dalej będzie z synem. Zabrała go więc pewnego dnia i zabiła.”

Są takie tematy o których niesamowicie trudno czytać, są takie tematy o których niesamowicie trudno pisać, a jednak pewne sprawy krzyczą, żeby ujrzeć światło dzienne. Dzięki Filipowi Skrońc możemy przeczytać o jednym z nich. Książka Nie róbcie mu krzywdy” to przerażający obraz tego jak traktuje się Albinosów z Tanzanii i innych zakątków Afryki Wschodniej. Do czego się ich wykorzystuje i jakie korzyści uzyskuje się z ich cierpienia. Każda cząstka ich ciała jest coś warta i pozyskuje się ją za wszelką cenę – po prostu się na nią poluje. Uchwytując swoją ofiarę, dorosłego czy dziecko, odcinając jej jeden z członków ciała, upuszczając krew, zostawiając samą sobie czekającą w bólu na śmierć, albo litość innych. Kiedy Albinosi zdołają uciec przed śmiercią z rąk szaleńców i zbrodniarzy, to muszą jeszcze uciec przed światem – słońcem, które powoli ich zabija, chorobami czy biedą.

Trudno mi w ogóle cokolwiek pisać o tym reportażu, bo wszystko co napiszę, będą to banały w porównaniu do tego, co przeczytałam. Jak odczłowiecza się żywą istotę, jak tworzy się z niej produkt – amulet, eliksir i inne bzdety w które wierzą tamtejsi ludzie. Niektóre sprawy są dla nas tak odległe, że trudno uwierzyć że mają miejsce, ale mają i warto sobie to uświadomić. Nie róbcie mu krzywdy” to lektura obowiązkowa dla każdego myślącego człowieka. To reportaż, który nie tylko buduje naszą świadomość, ale otwiera oczy na to jakie okrucieństwo ma miejsce. Czytając zastanawiałam się jak potwornie trudno było autorowi przelać te wszystkie obrazy okrucieństwa na kartki papieru. Każdy reportaż opowiada o czym innym, ale ten nie opowiada, on krzyczy!

Wierzcie mi, że „Nie róbcie mu krzywdy” mocno zapadnie w waszej pamięci.

Koniec końców pozostaję z myślą co dalej.

Fakt, że poza wiedzą nie możemy za wiele zrobić, rozsadza z żalu każdą cząstkę ciała. Fakt, że kiedy czytacie tę recenzję ktoś ginie, czyjeś kości są mielone i przerabiane na amulety, jeszcze bardziej sprawia, że mam ochotę krzyczeć. Od dłuższego czasu nie czytałam reportażu tak poruszającego jak „Nie róbcie mu krzywdy”  i tak jak napisałam wcześniej – każdy powinien go przeczytać! Każdy!