Ten rok jest dla mnie literacko wyjątkowy. Po przeczytaniu “Dziewczyn znikąd” Amy Reed i moim zachwycie tą lekturą, spojrzałam wstecz i uświadomiłam sobie, że większość książek, które od początku roku przeczytałam były bardziej, bądź mniej, ale na pewno dobre. Literatura, która niesie za sobą jakieś przesłanie jest w dzisiejszych czasach wyjątkowa. Mnogość społecznych problemów, które można zamknąć w książce ożywiając je poprzez nadanie im imion czy charakterów, to właściwie misja, która powinna przyświecać większości autorów, ale jak pewnie sami wiecie nie zawsze tak jest. Na szczęście “Dziewczyny znikąd” zaliczają się do tych, chyba jednak nielicznych książek, które niosą za sobą istotny przekaz.

„Dziewczyny znikąd” to historia trzech młodych kobiet – Erin Delillo, Grace Salter i Rosinie Suarez. Każda z inną przeszłością, marzeniami, koszmarami i historią życia, ale z takim samym celem. Dziewczyny w odpowiedzi na wszechobecny seksizm, przemoc oraz brak reakcji szkoły, która milczy w kwestii nadużyć seksualnych i zachowań wykluczających, tworzą klub feministyczny. To właściwie książka o wszystkich dziewczynach.

Autorka za pomocą swoich bohaterek pokazała przejawy szerokopojętego seksizmu, przemocy i marginalizacji, które mają swój początek już na poziomie szkoły średniej, a ich skutki przekładają się daleko, aż na życie dorosłe. Na pewno nie brak tej historii odwagi, łamania tabu i piętnowania przemocowych zachowań. To o czym czytamy dzieje się każdego dnia, w różnych zakątkach świata. Nie ważne jak zdefiniujemy kulturę gwałtu, książka pokazuje że ból i cierpnie nie ma granic. Co więcej “Dziewczyny znikąd” to literatura z półki Young Adult, a tematy w niej poruszane dotyczą każdej z nas niezależnie od wieku i niezależnie od punktu „siedzenia”.

Napiszę jeszcze raz – przemoc, kultura gwałtu, napaść seksualna, samookaleczenia, homofobia, transfobia, mizogina… na prawdę warto poświęcić swój czas na historię, która porusza tak ważne zagadnienia.

Recommended Posts