Nigdy nie byłam w Finlandii, oczywiście zawsze chciałam, ale średnio mi to wychodziło. Dzięki temu, że w moich rękach znalazła się kolejna publikacja na temat tej mroźnej krainy, mogę powiedzieć, że bywam tam w ostatnich dniach dość często. Trochę pół żartem, pół serio, jednak faktycznie ostatnimi czasy Islandia stała się literacką celebrytką.

„Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii”, autorstwa Małgorzaty Sidz, to zbiór mniej lub bardziej interesujących historii o Finlandii i Finach, jednak przedstawiony odrobine chaotycznie. Nie znam Finów i ich kultury tak dobrze, właściwie w ogóle ich nie znam, jednak wydaje mi się że autorka podeszła do tej nacji bardzo ogólnikowo, przez co stworzyła stereotyp potencjalnego Fina. Gdybym miała podjąć decyzję czy jechać do tej cudnej krainy na podstawie informacji zawartych w książce, to wybrałabym inny kierunek.

aby odnieść się do informacji zawartych w książce, dlatego pozostaje mi odniesienie się do formy przekazu.

Jakby to napisać, aby rownież nie szufladkować tak jak zrobiła to autorka? – ta myśl zaprzątała mi głowę przed napisaniem swojej opinii. Faktem jest, że książkę czytało się szybko. Jednak miałam wrażenie że niektóre z opowieści są podkoloryzowane pod książkę.  Sama lektura nie jest opasła, bo liczy jedynie ok. 240 stron, jednak dłużyło mi się przepotwornie.

Nie wiem czy autorka jest Finlandią zafascynowana, jednak skupiała się głównie na relacji Finowie vs Finowie szwedzkojęzyczni.

Chce zostawić na chwilę w oddali samą historię i fakty na temat Finlandii, bo można pisać o zakątku, o miasteczkach, ludziach i nawykach, ale dla mnie ważne jest również to w jaki sposób autorka przekazuje treść. W tym przypadku nie było po prostu chemii między mną a Małgorzatą Sidz, ALE nie znaczy to wcale, że książki przeczytać nie warto, po prostu nie tego się spodziewałam.

Reasumując – pomimo, że otrzymałam od autorki sporą „kiepskostrawną” dawkę informacji to z mojej perspektywy nie jest to lektura, którą przeczytałabym po raz drugi.

Recommended Posts