Islandia XVII wieku. Miejsce przesycone odcieniami szarości. Historia osadzona w mroźnych, bezkompromisowych i bezlitosnych islandzkich warunkach. Tęsknota, tajemnica i zakazana miłość stały się tłem opowieści, a postacie stworzone przez autorkę nie pozwoliły mi potraktować ich bezrefleksyjnie, a już na pewno nie mogłam przejść obok nich obojętnie

Mieszkańcy islandzkiej wioski, walczą codziennie o przetrwanie, walczy również ona – Rósa, młoda kobieta, której życie nie oszczędziło. Ze względu na ciężką sytuacje życiową w jakiej znalazła się wraz z matką, któregoś dnia musiała podjąć ważną decyzję – wybrać miłość czy rozsądek. Żyjąc w małej, zubożałej społeczności, Rósa obawiała się, że jej matka, Sigridúr, nie przeżyje zimy. Dziewczyna musiała znaleźć rozwiązanie i zapewnić matce ciepło i jedzenie. 

Sposobem na to było wyjście za mąż za Jóna Eiríkssona, zamożnego przywódcę jednej z osad. Ich związek był gwarantem bezpieczeństwa i komfortu Sigridúr. W takiej sytuacji sprawa była dla Rósy jasna – pomimo uczucia do swojego przyjaciela wyszła za mąż za Jóna i wraz z nim przeprowadziła się do odległej wioski. Niestety tam też nie miała łatwego życia, traktowano ją podejrzliwie i z dystansem, a fakt, że była żoną swojego męża więcej pogarszał niż ułatwiał. Jón to tajemnicza postać. Przed Rósą miał żonę, która zmarła, jednak temat śmierci jego pierwszej żony, otoczony był nie tylko tajemnicą ale również plotkami, intrygami i mrocznymi siłami.

Caroline Lea maluje głęboko złowrogi obraz środowiska w którym przebywa Rósa. Głód i śmierć jest na wyciągnięcie ręki. Jednak autorka pokazuje Róse jako pełną poświęcenia córkę, choć martwi się ona również o siebie to najważniejsze dla niej jest przyszłe życie matki.

Sama Rósa to dla mnie w odbiorze dość problematyczna postać. Z jednej strony jest niewątpliwie silna i niezależna wewnętrznie, za to na zewnątrz uległa i posłuszna.

Jednak w którymś momencie całkowicie pochłania ją poznanie wszechobecnych tajemnic.

Autorka stworzyła niesamowitą i przeszywającą atmosferę izolacji oraz podejrzeń, która przenika całą historię. Posługiwanie się przez Lea „wyspiarskim” językiem oraz jej znajomość codzienności mieszkańców, powoduje że jeszcze bardziej zagłębiłam się w historię.

Nie będę też ukrywać, że momentami zakręciła mi się łza w oku, w szczególności przy końcu historii, bowiem nie wszystko może być takie jak nam się wydaje.

„Kobieta ze szkła” ma po prostu swój unikatowy klimat i myślę że warto się w niego wgłębić.

Recommended Posts