„Normalni ludzie” Sally Rooney

Są książki, które na długo zapadają w mojej pamięć. Tak było z „Następnym życiem” Atticus Lish czy „Utoną we łzach swoich matek” autorstwa Anyuru Johannes”. Przyszedł czas na kolejną książkę, którą będę pamiętać długie lata jeśli nie całe życie. „Normalni ludzie” Sally Rooney to pozornie przeciętna historia, a jednak napisana w taki sposób że na mnie zrobiła wrażenie.

Marianne i Connellu to dwoje nastolatków z tej samej szkoły. Praktycznie nic ich ze sobą nie łączy. Ona – bogata z „dobrego” domu. Pozornie na codzień nic jej nie brakuje, poza tym, że nie za dobrze wychodzi jej dostosowanie się do środowiska w jakim funkcjonuje. W szkole nielubiana, uważana za dziwną, a do tego wszystkiego kłótliwa i pyskata. On – gwiazda uczelni. Sportowiec, przystojny, lubiany, szanowany. Wychowywany przez samotną matkę, która not bene pracuje jako sprzątaczka w domu Marianne.

To co ich połączy to otwartość umysłu i pewna „inność” a może „wyjątkowość”, a reszta z czasem zadzieje się sama.

Rooney w swojej powieści pokazuje nam proces rozwoju i prozę życia dwojga młodych ludzi na przestrzeni kilkunastu lat. Od dojrzewania, aż do dorosłości. Fabuła jest rozciągnięta i historia nie dzieje się z dnia na dzień, co pozwala zobaczyć szerszą perspektywę. Poza tym, że Rooney w swojej książce skupiła się na problemach jakie spotykają młodych w okresie ich dojrzewania, to przy tym zwinnie podkreśliła znaczenie różnic klasowych, które nierzadko mają wpływ na tworzenie relacji. Głęboka polaryzacja, która poza tym, że ma miejsce na płaszczyźnie poziomu życia, to jeszcze przekłada się na relacje między młodymi. Jednak pomimo owych różnic takie problemy jak relacje rodzinne, czy towarzyskie na poziomie emocjonalnym, niejednokrotnie mają tak samo silny wpływ na życie niezależnie od miejsca na drabinie społecznej.  Autorka świetnie to obrazuje robiąc w pewnym momencie twist i zamianę ról.

Koniec końców nie oszukujmy się – świetnych książek jest mnóstwo. Dzielą się na te które mają lepszy marketing i ich autorzy osiągają sukces oraz te z gorszym marketingiem przez co często nie docierają do szerszej grupy odbiorców i popadają w niepamięć. Jednak pomijając kwestie reklamy, to co wyróżnia najlepsze z najlepszych to (dla mnie) warstwa emocjonalna, czyli nie tylko świetnie skrojone postaci, ale takie postaci w których historię wchodzę całą sobą. W moim odbiorze ta książka jest jak popularna Freudowska góra lodowa. To co na górze, to dobrze skonstruowana historia. Wyraziste osobowości na ciekawym tle. Jednak pod wierzchnią warstwą kryją się moje doświadczenia takie jak wspomnienia ze znienawidzonej przeze mnie szkoły średniej, może nie dokładnie takie jak bohaterów, ale emocjonalnie tak samo intensywne. To właśnie dzięki temu „Normalni ludzie” na zawsze pozostaną w mojej pamięci.

„Życie Sus” Jonas T. Bengtsson

Dania, osiedle Bellahøj, miejsce, które jest przesiąknięte demonami jego mieszkańców. Cmentarzysko marzeń i nadziei na lepsze życie. Kraina przestępczości, przemocy bólu i życiowego syfu. Jednak to nie tylko miejsce egzystencjalnego bagna, ale również instynktów realizowanych szybko i mechanicznie. Właśnie tam poznajemy Sus, dziewczynę, a już właściwie już kobietę, zmuszonej do codziennej walki o siebie. To od niej zależy czy przetrwa i od jej decyzji zależy jak potoczy się jej życie.

Sus jednak jest skupiona na jednym – na swoim celu do którego konsekwentnie dąży. Wyznacza sobie wyzwania, które zbliżają ją do jego realizacji. Nie są to jednak byle jakie wyzwania, a kosztujące sporej walki z samą sobą, jednak tylko taka postawa pozwoli jej skosztować smaku zemsty.

Można napisać że Życie Sus to mroczna skandynawska historia, jednak ta mroczność jest przede wszystkim wewnątrz samej bohaterki oraz w jej relacji z samą sobą. Choć widzimy gdzie Sus żyje i jak żyje to największy mrok jest w niej samej. Jej otoczenie nie jest cukierkowym wydaniem Skandynawii. Nie ma cudownych widoków czy rowerków z koszyczkiem. Jest jego ciemna strona. Blokowiska, narkotyki, alkohol, przemoc, ból i śmierć. Historia przytłacza i rozpościera czarne emocjonalne chmury nad czytelnikiem. Sama historia jest krótka nie rozmywa się za specjalnie na wątki poboczne. Skupia się na Sus oraz jej planie działania – konsekwentnym i bezwzględnym.

Nie spodziewajcie się typowej skandynawskiej powieści, choć przyznam, że może typowa nie jest dobrym określeniem, ale na pewno nie jest to historia z zagadką, śledztwem czy ze zbrodnią w tle.  Trzeba przyznać, że jednym ze słów, która mogłabym ją określić to przytłaczająca, męcząca swoim brudnym klimatem i instynktownym trybem życia. Już stawiając kropkę napiszę, że jest to dobra książka z ciekawą fabułą, ale mam tak ogromną niechęć do głównej bohaterki że raczej nie sięgnęłabym po książkę raz jeszcze. Myślę że autor spełnił świetnie swoje zadanie napisał dobrą powieść z wyrazistym charakterkiem głównej bohaterki, a to że mnie potwornie zniechęciła do siebie to tylko realizacja zadania na piątkę.

Życie Sus Jonasa T. Bengtssona zostało wydane w ramach Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich wydawnictwa Poznańskiego.  To pierwsza książka tego duńskiego autora jaką miałam okazję przeczytać. Planuję również sięgnąć po dwa pozostałe tytuły, które wydano w Polsce czyli „Submariono” oraz „Baśń”.