„Dwie siostry” Åsne Seierstad

Dwie Siostry autorstwa Åsne Seierstad to książka na której tłumaczenie z niecierpliwością czekałam. Autorkę poznałam już przy reportażu Jeden z Nas, który dotykał tematu masakry na wyspie Utøya. Zarówno Jeden z nas jak również Dwie siostry to literatura z gatunku non fiction, ale napisana jak powieść dokumentalna i pomimo trudnego tematu, treść jest przystępna, co nie oznacza, że łatwa i przyjemna.

Pewnego, wydawałoby się zwyczajnego dnia tytułowe siostry wychodzą z domu i już nie wracają. Okazuje się, że dziewczyny postanowiły, świadomie dołączyć do tak zwanego państwa ISIS. Powiadamiają o tym rodziców co burzy ich cały dotychczasowy świat o który walczyli dla córek. Ojciec dziewczyn nie ma zamiaru tak zostawić sytuacji i postanawia je Nie jest to proste choćby dlatego że dziewczyny same wybrały taką drogę. Nie zostały przymuszone. Autorka za pomocą opowieści dwóch sióstr porusza problem z którym boryka się dziś Europa. Często kolejne pokolenia emigrantów nie czują wspólnoty z wartościami europejskimi. Nie czują się „u siebie”, czegoś im brakuje i szukają. Wtedy wydarzyć się może to co najgorsze bo pole do popisu mają macki eksternistów.

Åsne Seierstad wprowadza czytelnika w życie pewnej rodziny, której losy z dnia na dzień zmieniają się o 180 stopni. Dwie siostry, Somalijki żyjące wraz z rodziną w opiekuńczej i liberalnej Norwegii, gdzie mają wolny dostęp do wszelkich dóbr i obywatelskiej wolności, które mają wszelkie możliwości aby żyć względnie szczęśliwie z pełnymi prawami obywatelskimi pewnego dnia świadomie z tego rezygnują aby dołączyć do państwa islamskiego.

To co cenne dla mnie w tym reportażu to spojrzenie autorki na problematykę dżihadu. W tej historii nic nie jest po prostu czarne i białe. Nic nie jest na tyle proste, aby wskazać palcem i jednoznacznie ocenić. Historia tak na prawdę nie zaczyna się z dnia na dzień, ma swoje korzenie i swoje motywy. Macki fundamentalizmu i chorych ideologii potrafią sięgać bardzo daleko i wciągać głęboko. Seierstad porusza za pomocą reportażu bardzo głęboki, wielowarstwowy problem. Zdecydowanie każdy z nas powinien sięgnąć do lektury Dwie Siostry podobnie jak do książki Jeden z nas.

„Miedziaki” Colson Whitehead

Większość z nas zna trudną historię osób czarnoskórych. Południe Stanów Zjednoczonych, lata sześćdziesiąte, nierówność i piekło na ziemi. Jednak czym innym jest świadomość historii, a czym innym to kiedy historia otrzymuje imię, charakter po prostu ciało,  wtedy budzi się kolejny poziom odczuwania. Symbolem tego co działo się wtedy jest Elwood Curtis, czarnoskóry chłopak który urodził się w złych czasach, trafił na złych rodziców i znalazł się w złym czasie, w złym miejscu. Można pomyśleć że wyczerpano już pakiet tragedii jak na jedną osobę, ale niestety. Elwood, pomimo że doświadczony, to pełen nadzieje i chętny do pogłębiana wiedzy, poznawania świata i nauki. Wzorowy uczeń z możliwością kontynuacji nauki na studiach wyższych. Jego przyszłość zapowiadała się dobrze a wszystko dzięki jego staraniom i ciężkiej pracy.

Miedziaki to koszmarne miejsce. Trafiają tam skazani chłopcy, aby się resocjalizować. Jednak miejsce to ma więcej wspólnego z piekłem niż zakładem poprawczym. Koszmar który się tam rozgrywa złamałby niejednego. Całkowicie zmienił życie. Jeszcze bardziej zmieszał je z błotem, zdeptał i pozbawił wszelkiej nadzieje. Z takiego miejsca nikt już nie wychodzi taki sam, jeśli w ogóle wychodzi.

Tak jak pisałam wcześniej, książka jest niesamowita. Niesamowicie trudna i pełna emocji jakich nikt z nas nie chciałby przeżyć. To wspomnienie historii której nigdy nie będziemy w stanie pojąc żyjąc w dzisiejszych warunkach i swoimi prawami. Jednak mam z tą książką jeden problem – jest za krótka co powoduje że historia jest spłycona. Bohater Miedziaków, Elwood jest pewnym symbolem tragedii jakie miały miejsca w tamtym czasie. Jednak autor pokazuje sam czubek góry lodowej nie wnikając głębiej, jakby budując bohatera poprzestaje na pewnym poziomie emocji nie wnikając w głębię bohaterów. Najczęściej piszę że książka jest za długa ale tym razem jest zupełnie przeciwnie. Tragedia jaka rozgrywa się w Miedziakach jest niezwykle poruszająca.

„Niewiarygodne. Prawdziwa historia gwałtu” T. Christian Miller, Ken Armstrong

Jest grubo po północy. Wracasz do domu sama. Zadajesz sobie w myślach pytanie, dlaczego akurat tą ciemną uliczką, przecież mogłaś wybrać dłuższą, ale bezpieczniejszą drogę. Czasem usłyszysz trzask żyjącego nocą miasta. Wyobraźnia zaczyna tworzyć własną rzeczywistość. Nerwowo oglądasz się za siebie, a twoim jedynym marzeniem jest, aby ta cholerna ciemna ulica przestała ciągnąć się bez końca. Kiedy docierasz do domu i zamykasz za sobą drzwi, napięcie opada. Bierzesz prysznic, parzysz sobie herbatę i spokojnie kładziesz się spać w swoim bezpiecznym domu, we własnym bezpiecznym łóżku. Nagle budzi cię ciężar, męski głos i szereg poleceń. Jesteś przerażona, ale jeszcze nie wiesz, że czeka Cię kilka najgorszych godzin w życiu. Przecież to NIEWIARYGODNE! To musi być tylko koszmar.

Pamiętam tylko, że, hmm, ktoś był na mnie. Leżałam na plecach. To znaczy na brzuchu – powiedziała Sarah. Przerwała i wzburzona zapytała: – Czy musimy znów odtwarzać całość?

Chciałam tym swoim krótkim wstępem wprowadzić Was w reportaż o którym napiszę kilka słów. „Niewiarygodne. Prawdziwa historia gwałtu” to poruszający dokument o cierpieniu, bezradności, samotności w bólu i braku zrozumienia ze strony innych. Przeczytacie o kobietach, które stały się ofiarami gwałtów, ale też o kobietach, które stawiły czoła temu koszmarowi i tych które zrobiły wiele, aby złapać groźnego przestępcę, seryjnego gwałciciela, który w różnych miejscach i odstępach czasowych, działał według określonego schematu i gdyby nie one długo byłby bezkarny.

Książki oparte na faktach, w tym przypadku na materiałach dochodzeniowych, wywiadach i analizach, zazwyczaj wpływają na mnie otrzeźwiająco. I tym razem nie było inaczej. Ten reportaż pozwala spojrzeć z bezpiecznej perspektywy – perspektywy czytelnika, na historie kobiet, które doświadczyły gwałtów. Więc nie napiszę, że książka jest wciągająca, w połowie nabiera akcji, a na końcu się wlecze – właściwie postaram się nie używać zbyt wielu przymiotników, bo zwyczajnie się nie godzi. Dla mnie przede wszystkim to była, a właściwie jest historia ludzkiej krzywdy przeniesiona na papier, która spowodowała, że codzienność w której funkcjonuje, nagle poszerzyła swoje granice i przybliżyła mnie do świata w którym znalazły się inne kobiety – nie na własne życzenie, nie z własnej chęci czy własnego wyboru.

Ogromnym atutem reportażu jest to, jak obszernie Miller i Armstrong przedstawili problem. Dzięki ich śledztwu, wielu rozmowom i analizom, czytelnik może spojrzeć na wydarzenia z wielu perspektyw. Ja w szczególności skupiłam się na samych ofiarach. W jaki sposób podchodzi się do przypadków napaści na tle seksualnym. Jak często ofiary gwałtów są również ofiarami podejrzliwości społeczeństwa. Od traktowania ofiar przedmiotowo -> przez  seksizm, nierówne traktowanie i odczłowieczanie ofiary -> przy włączeniu kompletnego braku profesjonalizmu -> aż w końcu, po dotarcie do prawdy po długiej i ciężkiej pracy.

Sarah już wcześniej opowiedziała swoją historię sąsiadom, których nie znała, stojąc przed własnym mieszkaniem w chłodnym porannym powietrzu, w promieniach wschodzącego słońca. Opowiedziała ją młodemu funkcjonariuszowi, który przywiózł ją do szpitala radiowozem. Opowiedziała ją siedzącej w milczeniu kobiecie, którą przydzielono jej w charakterze opiekuna. Zebrała się w sobie. Opowie tę historię jeszcze raz.

W całej tej historii bulwersuje wiele, jednak mnie mocno poruszyło to ile razy ofiary musiały opowiedzieć o swojej tragedii. Jak są traktowane. Instrumentalnie, bez większej empatii. Personel wykonuje wymagane czynności, takie jak, stosowne badania, obdukcje czy zadawanie w kółko tych samych pytań. Jednak czy nie można tego zrobić w sposób który nie będzie odczłowieczać osoby, która już i tak została zepchnięta do rangi przedmiotu przez gwałciciela.

Chciałabym odnieść się przede wszystkim do jednej z pokrzywdzonych, którą cały czas mam w głowie. Marie, młoda kobieta, której sprawa wstrząsnęła mną najbardziej. Młoda, przerażona dziewczyna. Nie będąca świadoma swoich praw. Ze względu na przeszłość, łatwa do zastraszenia i manipulacji. I nie mam tu na myśli gwałciciela, a opiekunów, tak zwanych przyjaciół, wymiar sprawiedliwości i w efekcie sam system. Jednak niezależnie od tego co mnie najbardziej poruszyło to każda z tych kobiet i tragedia jakie je dotknęły zasługuje na naszą uwagę.

Po tym, jak Marie została zgwałcona, ludzie oczekiwali od niej, że będzie załamana. Ona nie chciała rezygnować z normalności, nawet jeśli oznaczałoby to udawanie. Normalność to coś, czego pragnęła już wcześniej. I nie przestała łaknąć jej potem.

Po zgłoszeniu gwałtu ofiary często spotykały się z niedowierzaniem – ze strony policji, ale nie tylko, również rodziny i przyjaciół.

Warto przeczytać tę książkę, już pomijając świetną, dogłębną pracę autorów, to jednak przede wszystkim, aby uwiarygodnić niewiarygodne, aby „usłyszeć” co czują ofiary i jakiego wsparcia potrzebują. To pewnie moje pobożne życzenia, że coś mogłoby się zmienić w systemie, albo ludziach którzy go tworzą. Jedno jest pewne, że dzięki takim reportażystom jak Miller i Armstrong zwróciliśmy uwagę na to, jak niewyobrażalny dramat przeżywają ofiary gwałtów. Jednak jednocześnie mam nieodparte wrażenie, że książka nie odbiła się zbyt sporym społecznym echem – może się mylę.

Złośliwi, albo powiedziałabym, ci bez wyobraźni, twierdzą, że mamy teraz modę na pisanie o gwałtach, feminizmie i chęci kobiet do walki, sprowadzając tym samym tak ważne problemy jedynie do rangi „rozrywki”. Mogę im odpowiedzieć walcie się i prosić, aby odważne kobiety, mówiły i pisały o tym co je doświadczyło – jak najwięcej i jak najgłośniej! Także po to, aby te mniej odważne dostały wiatr w żagle do działania.

Oryginalny tytuł reportażu to „A False Report. A True Story of Rape in America”. Czytając ten dokument i jednocześnie mając na uwadze to o czym traktuje, można śmiało powiedzieć, że tłumacz, Piotr Królak, świetnie oddał sens i wiadomość jaką chcieli czytelnikom przekazać autorzy.

Netfilx wyprodukował również mini serial, który bardzo Wam polecam. Jednak w pierwszej kolejności warto zapoznać się z książką, która jest zdecydowanie bardziej rozbudowana i zawiera więcej informacji które rysują problematykę.

Cóż tu dużo pisać, książka zawsze lepsza od filmu.

  •  
  •  

opis fabuły książki wydawnictwa czarna owca

Jedenastego sierpnia 2008 roku osiemnastoletnia Marie zgłosiła się na policję. Zamaskowany mężczyzna włamał się do jej mieszkania w pobliżu Seattle, w stanie Washington, i zgwałcił ją. W ciągu kolejnych dni przesłuchań, zarówno funkcjonariusze jak i bliscy Marie podchodzili do jej opowieści coraz bardziej sceptycznie. Policja szybko zmieniła stosunek do sprawy i zaczęła oskarżać Marie o oszustwo. Po wytknięciu nieścisłości w jej relacji i wątpliwościach, jakie wzbudziła, dziewczyna złamała się i przyznała, że jej historia to kłamstwo. Została oskarżona o składanie fałszywych zeznań oraz publicznie zlinczowana przez osoby z najbliższego otoczenia.

Ponad dwa lata później detektyw z Kolorado, Stacy Galbraith, otrzymuje sprawę napaści na tle seksualnym. W toku dochodzenia, Galbraith orientuje się, że jest ona uderzająco podobna do gwałtu, do którego doszło jakiś czas temu w pobliskim miasteczku. Postanawia połączyć siły z detektyw badającą tamtą sprawę, Edną Hendershot. Wkrótce obydwie kobiety uświadamiają sobie, że mają do czynienia z seryjnym gwałcicielem: mężczyzną, który fotografował swoje ofiary, grożąc, że opublikuje ich zdjęcia w sieci, i zacierał wszelkie ślady przestępstwa z przebiegłością sugerującą doświadczenie zdobyte w armii lub policji.

„Incognito” Tibor Noé Kiss

Tibor spogląda na Noémi, Noémi spogląda na Tibora.

Widzą się i czują na każdym kroku.

  swoim odbiciem w szybie.

Tożsamość chodzi za nimi i nie ma zamiaru ich opuścić,

choćby nie wiadomo jak bardzo Tibor tego chciał.

 

Właśnie te myśli pojawiły się w mojej głowie, kiedy chciałam napisać pierwsze słowa na temat książki. Kilkanaście słów, pięć linijek. Tak trudno pisać o czymś, co jest tak ogromnym osobistym wyznaniem.

„Incognito” to w pewnym sensie spowiedź, proces wyrzucenia z siebie tego, co od lat zalega w środku. Autorka często stawia pytanie, kim jest. Ma ogromną chęć odnalezienia swojej tożsamości.

To w pewnym sensie podróż przez życie autorki.

Tibor czy Noémi? Kiedy idzie ulicą, kiedy reagują na nią ludzie. Kiedy w końcu spotyka się ze społecznym wyobcowaniem, brutalnym odrzuceniem, ale też brakiem zrozumienia ze strony rodziny, która notabene w całej swej patologii tak bardzo utrudnia bycie i istnienie.

Lęk przed wyjściem z domu, spojrzeniem ludziom w twarz. To wszystko jedynie potęgowało wątpliwości bohaterki i mnożyło pytania — kim jestem. Są w tej spowiedzi momenty symboliczne jak wybranie żeńskiego imienia, które w pewien sposób pieczętuje to, kim czuje się bohaterka, jednak również moment, kiedy Tibor chce pozbyć się rzeczy Noémi. Zamknąć temat.

Nie jest to jedynie obraz zmagającego się z tożsamością człowieka, ale również dla czytelnika chwila, kiedy warto się zastanowić, w jaki sposób odbieramy inność, bo autorka pokazuje nam co czuła, kiedy ta inność była, przez nas, społeczeństwo oceniana.

Lektura, jak sami widzicie na zdjęciach, nie jest obszerna, ale za to każda z tych 172 stron przesiąknięta jest niesłychanie istotnym przekazem, którego wartości nie da się przecenić. Każde słowo w książce ma znaczenie nie ma pustych zapychaczy. To książka, którą dziś powinien przeczytać każdy.

Spowiedź nie kończy się kropką, a znakiem zapytania, z którym autorka żyje do dnia dzisiejszego.

„Pasujesz tu najlepiej” Miranda July

Otrzymałam ostatnio solidną dawkę emocji, które dostarczyła mi lektura „Pasujesz tu najlepiej” dlatego standardowo przygotujcie się na jedną z tych książek które wzbudziły we mnie sporo refleksji i znaków zapytania.

„Pasujesz tu najlepiej” to kilka historii, jakże oderwanych od tak zwanej normalności, a jakże normalnych z perspektywy absurdu.

Jeśli szukałabym definicji słowa inność, to myślę że właśnie tych kilka opowiadań jest rozwinięciem tego zagadnienia. Czytając książkę otrzymamy dawkę słowo absurd rodzi się w głowie bardzo często kiedy czytam książkę, ale ten absurd zmusza do zastanowienia się co tak na prawdę chciała przekazać autorka prezentując swoich bohaterów.

Relacje międzyludzkie można starać się opisać jasno, zawęzić ich skomplikowanie i wyłożyć jak kawę na ławę definiując zagadnienia A i B. Jednak tych kilka opowieści nie daje jasnych odpowiedzi

W tych kilku opowiadaniach znajdziecie mieszankę różnorodnych emocji. Każda z historii to nie tylko leksykon relacji międzyludzkich przedstawionych w dość wyjątkowy sposób, jednak to przede wszystkim wierzchołek góry lodowej gdzie pod taflą wody znajdują się kolejne znaczenia opowiadań.

Niektóre historie przeczytałam raz, do niektórych wracałam. Nie zawsze rozumiałam to co autorka chce przekazać. Bywało nie tylko emocjonalnie, ale również wulgarnie. ale nie zawsze potrafiłam sama dla siebie ubrać to w słowa – czułam to chyba najbardziej trafne stwierdzenie.

Jeśli życie na codzień „odczuwacie”, to ta książka jest dla was. jeśli oczekujecie jasnego przekazu z postawioną tezą i kropką na końcu każdego opowiadania – to książka nie jest dla was. Nie jest oczywista i nie zawiera w sobie jasnych odpowiedzi. Każdy z czytelników wyciągnie swoje wnioski.

Zanim zacznę chcę napisać że kilka słów o wydawnictwie Pauza które odkryłam w  tamtym roku, a w tym zdecydowałam się sięgnąć po jedną z książek wydanych w 2019. Książki które wydają są bardzo dobrze oceniane, ale to co najbardziej mnie interesowało, to to, że niektóre recenzje rysowały dobór autorów przez wydawnictwo

Jak wiecie kocham literaturę skandynawską, więc tym bardziej jest mi przyjemnie zakomunikować, że kolejna premiera Pauzy „Czekaj, mrugaj”, która ukaże się w marcu, będzie autorstwa norweskiej pisarki Gunnhild Øyehaug.

A tym czasem planuję sięgnąć po szwedzkie klimaty „O zmierzchu” Therese Bohman!

„Lżejsza od swojego cienia” Katie Green

Jakiś czas temu natrafiłam na wyjątkową książkę. Najpierw rzucił mi się w oczy sam tytuł, co szybko skłoniło mnie do tego żeby zapoznać się z fabułą. Historia życia dziewczyny która walczy ze swoim demonem, swoim drugim JA – zaburzeniami odżywiania.

– Tak  – pomyslałam. To jest to o czym chciałabym opowiedzieć w ramach strefy psyche.

Dopiero potem zorientowałam się że to powieść graficzna. Szybko więc zrezygnowałam bo literatura wydana w tej formie nigdy do mnie nie przemawiała. Długo jednak książka chodziła mi po głowie, aż postanowiłam że jeśli nie spróbuję to się nie przekonam. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Timof książka trafiła szybko na moje biurko i już wieczorem  tego samego dnia została przeze mnie przeczytana. Następnego dnia raz jeszcze i raz jeszcze i raz jeszcze. W sumie zatopiłam się w tej historii pięć razy. Za każdym razem dostrzegając inny detal bo taka właśnie jest ta historia, nie można się z nią zapoznać i po prostu odłożyć.

Katie Green przedstawiła czytelnikom spory kawałek swojego życia i jestem pełna podziwu dla tego co zrobiła. Dla siły jaką miała, aby opowiedzieć o sobie, o swoich zaburzeniach odżywiania, aby przebrnąć raz jeszcze przez swoją trudną historię. Zrobiła to w wyjątkowy sposób – zobrazowała swoje lęki,….

Czasem można opowiadać historię  tworząc skomplikowane formy aby przekazać jak najwięcej swoich myśli.

Opowiedzieć o swoich problemach szczególnie w sferze psychicznej to od zawsze spore wyzwanie. Odczuła to na sobie kiedy postanowiłam powiedzieć głośno o swojej chorobie afektywnej dwubiegunowej. Chylę czoła przed autorka i podziwiam jej siłę że z takimi szczegółami potrafiła się podzielić.

Nie napiszę wam że jest to dobra, dokładna, wyraźna kreska, bo kompletnie się na tym nie znam i nie będę udawać że jest inaczej, jednak mogę napisać że obrazy które stworzyła są tak osobiste, dotykające samego rdzenia problemu, pokazujące jego piętrzenie się z roku na rok. Brak zrozumienia, samotność wśród bliskich i ból, rozszywający emocjonalny ból. Brak perspektywy, brak pomocy, niezrozumienie.

Nie jestem sobie w stanie wyobrazić co musiała czuć stawiając kolejne kreski i tworząc obrazy przedstawiające demony jej życia. Kawałek po kawałku od młodziutkiej dziewczynki przez dorastającą młodą kobietę, aż do dziś.